niedziela, 28 lipca 2013

kasa chora

 W centrum centralnym problemem jest którędy pójdzie Platforma. Czy grupa GGŻ odpadnie? A inne grupy gdzie ciągną? W roku 2007, tym bardziej w 2011 Platformie potrzebne były skrzydła, aby się unieść. Kto wie, może teraz napędzającą turbiną będzie wizja, zdecydowane reformy, wyjście w lewo – czyli „najlepszą obroną jest atak”. Program rysuje się dość wyraźnie, rzecz jasna nie wszystkich zadowoli, nikogo – w pełni. Kto poprowadzi? Komu poda piłkę. Niewątpliwie rozważą, czy czekać z wyborami do 2015 roku, kiedy ożywienie gospodarcze da się odczuć w jak najszerszym zakresie. Ale może lepiej postawić na Polaków, którym na sercu leży nadbudowa, bardziej niż baza, czyli rozpisać je rok wcześniej, gdy sprawy partyjne okrzepną?  Tj. podstawową opiekę zdrowotną, tak aby przestała funkcjonować jak zwrotnica kierująca pacjentów do specjalistów a zaczęła samodzielnie ich leczyć. I to jest najważniejsza zmiana strategii, wokół której naprawa opieki zdrowia powinna się obracać. Tak było przed wojną (II w.ś.) – kasy chorych nie zastanawiały się, który lekarz dobry, który lepszy, a który najlepszy, tylko płaciły od ilości pacjentów w jego praktyce. Oczywiście miało to słabe strony, lekarze kreowali swoją renomę, ale znam zbyt wiele przypadków złego leczenia, diagnozowania, przedawkowania leku, itp, które doprowadziło do przedwczesnej, wręcz przyspieszonej śmierci pacjenta, aby zawracać sobie głowę drugorzędną sprawą. Pacjent wybierałby lekarza na podstawie dostępnych mu informacji i umiejętności ich przetwarzania. A izba lekarska uczciwie informacje powinna przetworzyć. Tak jest w innych krajach. Jak jest w Szwecji? W Kanadzie? Najblizsza przychodnia i jej lekarze to Twoi lekarze domowi (husläkare)
ale mozna miec w prywatnych przychodniach, ktore tez dzialaja na tych samych zasadach a chyba wiekszosc jest dolaczona do kas ubezpieczeniowych. Np lekarz, ktory nie wspoldziala z kasa ubezpieczen kosztuja wiecej i latwiejszy dostep ma pacjent do niego. Z reguly dobrzy specjalisci, ktorzy przyjamuja ograniczona ilosc pacjentow.
Prawde mowiac, nie ma specjalnych trudnosci z dostepem do lekarza. Gorzej wygladaja przyjecia na pogotowiu – czasami sie czeka godzinami. Tu dziala „hierarchia” wypadkow.
Obecnie sa duze klopoty z tzw. srednim personalem medycznym – pielegniarki, polozne
- wiele z nich szuka pracy w sasiedniej Norwegii albo zmiania zajecia.
Bo PRL-owy -i jeszcze dobitniej – postPRL-owy system wyedukował za dużo specjalistów, motywował do egzotyki lekarskiej na masową skalę, zarobki zależały od posiadania specjalności medycznej. W efekcie podstawowa opieka, lekarz domowy, lekarz familijny – wszystkie te dobre rzeczy ujęto w formule „lekarza I kontaktu” (i często ostatniego).